Armaniak – Lauvia vs Marquis de Montesquiou – degustacja
Tym razem wpis będzie miał inną formułę. Odwiedzając wspaniały bar (o którym później) zlokalizowany w Śródmieściu Warszawy, z naprawdę bogatą ofertą, postanowiłem przeprowadzić spektakularne zderzenie smaków. W tym celu do degustacji wybrałem dwie pozycje: Lauvia (pierwszy na blogu armaniak vintage) i Marquis de Montesquiou (tzw. fine armagnac).
Lauvia 1990
Historia marki sięga roku 1938, a więc nie tak daleko jak moi blogowi poprzednicy. Destylarnia położona jest w samym sercu regionu Bas-Armagnac. Producenci szczycą się ścisłą i długotrwałą relacją z wybranymi plantatorami winorośli, których parametry spełniają określone kryteria marki. Przy produkcji armaniaku w tej destylarni stosowane są zarówno beczki świeże, oddające dużo aromatów drzewnych, oraz te starsze kształtujące bardziej złożoną paletę smaków.
Zgodnie z etykietą Lauvia 1990, którą miałem okazję spróbować, jest armaniakiem 18-letnim. Producent podał datę butelkowania i w tym przypadku jest to 26.08.2008 r. Niestety do czasu przygotowania tego wpisu nie otrzymałem od producenta informacji nt. szczepów winogron użytych w produkcji.

Marquis de Montesquiou
Niewiele informacji o marce Marquis de Montesquiou znajdziemy na ich oficjalnej stronie. W ramach ciekawostek podano, że rodzina Montesquiou zakorzeniła się w Gaskonii w okolicach roku 1040. Pozostałe informacje są po prostu zgodne z zasadami produkcji armaniaków. Mistrz piwnicy, Pan Eric Durand, tworząc finalny produkt miksuje destylatu leżakowane w ponad 1000 beczek, jakimi dysponuje producent.

Niestety etykieta Marquis de Montesquiou nie zdradza nam wieku destylatów ani szczepów winogron użytych do stworzenia wersji fine armagnac. Z uwagi na brak prawnej definicji wersji fine armagnac nie wiemy też jakie są minimalne wiekowe wymagania dla tej klasy. Wrażenia sensoryczne podpowiadają mi natomiast że jest to mieszanka destylatów 5-10-letnich. Również w tym przypadku nie udało mi się uzyskać informacji bezpośrednio od producenta.
Degustacja
Na pierwszy ogień Marquis de Montesquiou
Nos: niezbyt lotny, śliwki, rodzynki, wanilia.
Usta: na pierwszym planie suszone śliwki, suszone morele, nieco rodzynkowy, słodkawy, odrobinę mdły, dojrzałe brzoskwinie.
Finisz: krótki, alkohol nie jest dobrze ukryty, pojawia się gorzka czekolada i herbata.
Moja ocena: 5/10
A teraz Lauvia:
Nos: dużo bardziej lotny niż poprzednik, suszone figi, morele i rodzynki, świeże brzoskwinie, wyraźnie czuć drewno.
Usta: pełny, okrągły smak, jest drewno, jest skóra i pieprzność, dołączają morele i rodzynki, początkowo słodkawy przechodzi w wytrawny.
Finisz: długi i trwały, zdecydowanie wytrawny, mocne taniny, drewno, kakao.
Moja ocena: 6,5/10
Potyczkę wygrywa (co było oczywiście do przewidzenia z uwagi na różne kategorie butelek) Lauvia, która idealnie oddaje zalety armaniaku. Jest to niewątpliwie smak nad którym można pomyśleć, popróbować rozłożyć jego strukturę. Bardzo fajnym aspektem porównywania dwóch armaniaków podczas jednej degustacji było naprzemienne ich próbowanie i odkrywanie różnic.
Warszawska mapa armaniaków
Degustację przeprowadziłem w Cocktail Bar Max & Dom Whisky przy ulicy Kruczej 16/22. Jest to obecnie najlepszy bar z armaniakami jaki odwiedziłem. Mają tam kilka armaniaków do wyboru i cały szereg innych alkoholi od ciekawych producentów. Miałem przyjemność porozmawiać z bardzo kompetentnym i znającym się na rzeczy barmanem.

Po degustacji odwiedziłem pomieszczenie przypominające piwniczkę, zawierające ogromną ekspozycją whisky (kilkaset butelek, również z zamkniętych destylarni). Imponujące miejsce !
Write a Reply or Comment