Armaniak – Baron Gaston Legrand VS – degustacja
Tym razem testuję armaniak z najniższej kategorii wiekowej, czyli VS. Publikacje dotyczące alkoholi, a w szczególności armaniaków, sugerują spożywanie “VSów” w formie drinków. Ma to oczywiście związek z krótkim czasem leżakowania. Jestem jednak konsekwentny w zakresie formy degustacji i również tę pozycję wypróbuję na czysto w temperaturze pokojowej.

O destylarni.
W tym miejscu poruszę pewną kwestię. Otóż przekopałem internet w poszukiwaniu oficjalnej strony producenta i… nic. Totalna pustka. Warto zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z szanowaną marką. Wiem, że “absurd” to mocne słowo, ale właśnie takie ciśnie mi się na usta. Realia marketingu są w dzisiejszych czasach dość jednoznaczne – strona internetowa być musi.
Na jednej ze stron, gdzie można kupić alkohol znalazłem informację, że jest to marka o ponad 120 letniej tradycji. W 1998 r. firma została przejęta przez koncern Cognac Lheraud. Producenci dysponują czterema piwnicami i 20 hektarami upraw winorośli. Co ciekawe, urządzenia służące do destylacji pochodzą z początków XX wieku. Po takiej dawce informacji tym bardziej zadziwia mnie brak oficjalnej strony producenta.
Degustacja.
Aromat nie jest zbyt lotny, alkohol mocno wyczuwalny.
Nos: mało intensywny, nieco alkoholowy, wyczuwalna lawenda, odrobina słodkich rodzynek i śliwek.
Usta: płaski, słodki, kwiatowy, odrobinę morelowy, bardziej śliwkowy, nie szczególnie zapada w pamięć.
Finisz: bardzo krótki i gorzki i w zasadzie nic więcej.
Trudno czerpać satysfakcję z degustacji tego trunku w wersji solo. Oczywiście jest to podyktowane wiekiem destylatów składających się na ten blend. Póki co nie mam porównania z armaniakami VS innych producentów. Jak wspomniałem na wstępie, jest to ponoć kategoria przeznaczona do drinków, za którymi akurat nie przepadam.
2,5/10
Warszawska mapa armaniaków.

Degustację przeprowadziłem w barze Woda Ognista położonym przy ul. Wilczej 8. Miejsce jest absolutnie przepiękne, wnętrza utrzymane w klimacie przedwojennym. Niestety wybór alkoholi jest mocno ograniczony – był to jedyny dostępny armaniak, a pozostałe kategorie trunków reprezentowane są przez oczywiste, marketowe pozycje. Pech chciał, że akurat w trakcie mojej wizyty obsługa kompletnie się nie spisała (nieznajomość alkoholi i własnej oferty).
Write a Reply or Comment